Zniknęli między Minorką a Majorką. Tajemnica jachtu „Orgía” Część 2
W listopadzie 1982 roku czterech mężczyzn wypłynęło jachtem z Minorki i bez śladu zniknęło na morzu. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań i tajemniczych tropów los załogi „Orgíi” do dziś pozostaje zagadką.
13 listopada 1982 roku, około trzeciej nad ranem, czterech mężczyzn wypłynęło z Ciutadelli na Minorce. Ich celem była Palma. Mieli dotrzeć do niej rano. Nigdy się tam nie pojawili. Przez kolejne dni morze między Minorką a Majorką przeszukiwały samoloty, śmigłowce, okręty i dziesiątki łodzi. Nie znaleziono jednak ani załogi, ani jachtu, ani nawet większego fragmentu wraku.
To jedna z najbardziej zagadkowych historii zaginięcia na Balearach.
Nocny rejs
Na pokładzie niewielkiego, około siedmiometrowego jachtu „Orgía” znajdowali się: właściciel jednostki i dziennikarz Antonio „Toni” Torres, a także Carlos Linares, Benito Morey i Francisco Terrassa. Plan był prosty: przepłynąć z Minorki na Majorkę. W Calanovie, w Palmie, mieli pojawić się około godziny 10 rano. Problem w tym, że pogoda nie była dobra. Miejscowi rybacy mieli odradzać wypłynięcie. Morze było wzburzone, a warunki na trasie mogły szybko się pogorszyć. Czterej mężczyźni mimo wszystko zdecydowali się ruszyć.
Około trzeciej nad ranem „Orgía” opuściła Ciutadellę. To był ostatni pewny moment, w którym ktoś widział czterech mężczyzn. Rano powinni być w Palmie. Nie pojawili się. Minęła dziesiąta. Potem południe. „Orgía” nadal nie było.
Wiadomość o zaginięciu szybko uruchomiła akcję poszukiwawczą. Do poszukiwań włączyły się jednostki ratownicze, Guardia Civil, Cruz Roja del Mar i Armada. Wykorzystywano również samoloty i śmigłowce. Przeszukiwano akwen pomiędzy Minorką i Majorką, a z czasem obszar poszukiwań rozszerzano.
Pierwsza i najbardziej oczywista hipoteza brzmiała:
„Orgía” mogła zatonąć podczas sztormu.
Ale pojawił się problem. Jeżeli niewielki jacht rzeczywiście zatonął, gdzie były szczątki? Nie znaleziono ciał. Nie znaleziono kamizelek. Nie znaleziono fragmentów kadłuba. Nie znaleziono nawet wyraźnego śladu paliwa. A przecież w poszukiwaniach uczestniczyły dziesiątki osób i wiele jednostek. Zaczęto więc rozważać inne możliwości.
W miarę upływu czasu pojawiały się kolejne hipotezy.
Jedna zakładała, że jacht mógł zostać zniesiony przez prądy daleko poza pierwotny obszar poszukiwań. Inna dopuszczała możliwość, że załoga schroniła się gdzieś na wybrzeżu i z jakiegoś powodu nie była w stanie nawiązać kontaktu. Nie bez znaczenia było również to, że „Orgía” nie posiadała standardowego radiotelefonu, który umożliwiłby łatwe wezwanie pomocy. Pojawił się nawet trop prowadzący znacznie dalej, w kierunku północnej Afryki. W pewnym momencie do rodzin dotarła wiadomość, że czterej zaginieni mieli odnaleźć się żywi w Tunezji. Przez chwilę pojawiła się nadzieja. Być może wszystko skończyło się szczęśliwie. Być może „Orgía” dotarła znacznie dalej, niż ktokolwiek przypuszczał. Informacja okazała się jednak fałszywa.
Czterech mężczyzn nadal pozostawało zaginionych.
Wokół sprawy pojawiła się również bardziej sensacyjna hipoteza: możliwość, że jacht mógł zostać zaatakowany przez piratów lub przestępczą jednostkę z północnej Afryki. Nie znaleziono jednak dowodów, które pozwalałyby potwierdzić taki scenariusz. I znów pozostawało to samo pytanie:
Gdzie jest „Orgía”?
Wydawało się, że morze nie zamierza odpowiedzieć. Aż w 1983 roku, ponad rok po zaginięciu, w rejonie Son Servera na Majorce znaleziono maszt przecięty na pół. Pojawiło się podejrzenie, że może pochodzić z „Orgía”. Oznaczenia znajdujące się na elemencie mogły wskazywać na związek z zaginionym jachtem.
Czy po ponad roku pojawił się wreszcie pierwszy materialny ślad? Niestety, również tym razem nie udało się uzyskać pewności. Nie można było jednoznacznie potwierdzić, że maszt należał właśnie do „Orgía”.
I tak zniknięcie czterech mężczyzn pozostało bez odpowiedzi.
W 1986 roku, cztery lata po zaginięciu, hiszpański Boletín Oficial del Estado opublikował postępowanie dotyczące uznania Antonio Torresa za zmarłego. Dokument oficjalnie odnotowywał, że 13 listopada 1982 roku wyruszył z trzema przyjaciółmi z Minorki do Palmy jachtem „Orgía” i cała czwórka zaginęła na morzu.
Co naprawdę wydarzyło się tej nocy?
Po latach możemy wskazać kilka możliwych scenariuszy.
Sztorm i zatonięcie.
Najbardziej oczywiste wyjaśnienie. Problemem pozostaje brak wraku i jakichkolwiek wyraźnych śladów katastrofy.
Dryf.
Jacht mógł zostać uszkodzony i przez wiele godzin lub dni pozostawać poza obszarem poszukiwań, niesiony przez wiatr i prądy.
Schronienie w zatoce.
Załoga mogła próbować przeczekać złą pogodę. Nie znaleziono jednak miejsca, które potwierdzałoby tę wersję.
Zniesienie w kierunku Afryki.
To tłumaczyłoby pojawienie się późniejszej historii o Tunezji, ale sama informacja okazała się fałszywa.
Napad.
Hipoteza pojawiająca się w późniejszych relacjach, ale bez dowodów potwierdzających, że rzeczywiście do niego doszło.
I pozostaje jeszcze maszt znaleziony pod Son Servera. Być może pochodził z „Orgía”.Być może nie.
Morze nie oddało praktycznie nic. Ani czterech mężczyzn. Ani jachtu. Ani pewnego śladu katastrofy.