Zarządzałam tysiącami wolontariuszy i dwiema szkołami.
Z cyklu PIÓREM EDUKATORA 2026. Dołącz do elity! Zdaj Polish A-level. Trzecia edycja 2026.
Może mówię kontrowersyjnie, ale odpowiadam na sto procent szczerze. Przyświeca mi kanon Wojska Polskiego “Bóg – Honor – Ojczyzna”. Od wielu lat łączę działalność edukacyjną z pracą społeczną i humanitarną w Wielkiej Brytanii i na świecie, i zawsze kieruje się wartościami katolickimi i polską tradycją. Pochodzę z pięknej wsi Borek koło Kalisza. Mam dwoje wspaniałego rodzeństwa: siostrę i brata i wychowywana byłam w pięknej polskiej rodzinie. Kiedy mam chwile zawahania, udaję się do mojego taty, który jest mi drogowskazem a śp. mama, czuję że, zawsze wspiera mnie z nieba. W swojej pracy i misji życiowej przyświeca mi duch św. Jana Pawła II, którego słowa stanowią dla mnie drogowskaz: “Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”, i jak wszyscy wiemy życie w prawdzie nie jest łatwe – mówi Anna Bukcley, dyrektor Polish Integration Support Centre (PISC CIC), w rozmowie z Małgorzatą Bugaj-Martynowską.
Z Wielkopolski przyjechałaś do Wrexham. Co wydarzyło się potem?
Jestem absolwentką pedagogiki, ukończyłam BA, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz absolwentką sztuki i multimediów. Posiadam dyplom MA, Wrexham Glyndŵr University. Ukończyłam dwa fakultety w ciągu jednego roku. Zdobyłam bogate doświadczenie w pracy z dziećmi, młodzieżą i rodzinami, zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii. Od 2016 roku Wrexham jest moim domem i tutaj założyłam w 2018 roku organizację, która z małego projektu pomocowego urosła do rangi centrum wsparcia dla tysięcy Polaków i migrantów w Wrexham. W ramach PISC prowadziłam m.in. Polskie Szkoły Sobotnie w Wrexham i Chester, które stały się miejscem edukacji językowej, kulturowej i duchowej dla dzieci z rodzin polskich i międzynarodowych. Moje doświadczenie obejmuje także projekty z zakresu ochrony dzieci, pracy socjalnej, transferów polskich rodzin Wielkiej Brytanii do Polski oraz wsparcia rodzin i współpracy międzynarodowej. W czasie wojny w Ukrainie zorganizowałam i koordynowałam pomoc humanitarną o wartości ponad 500 000 funtów, obejmującą 89 ciężarówek darów, ambulanse i sprzęt medyczny, a także projekty międzynarodowe w Afryce. Zarządzałam tysiącami wolontariuszy w Wielkiej Brytanii i poza jej granicami. Prowadzę również działalność Anna Buckely Consulting, to przestrzeń dla osób z multikompleksem problemów. Tam udzielamy porad oraz przekierowuję ludzi do profesjonalistów w zakresie np. porad prawnych (w zakresie morderstw, deportacji). Pomagam osobom niepełnosprawnym i współpracuje z rangą najwyższych międzynarodowych profesjonalistów.
Twoja profesja ewoluowała, swój potencjał przekierowałaś w inną stronę, ale kilka lat temu kładłaś duży nacisk właśnie w sektorze edukacji. Założyłaś polskie szkoły, inwestowałaś w dwujęzyczność, w przyszłość dzieci i młodzieży.
Dwujęzyczność to dar, nauczanie języka polskiego – obowiązek, a troska o edukację polonijną – misja. To nie tylko sprawa szkół, ale całych rodzin i wspólnot. Jeśli nie zadbamy o polskie dzieci tutaj, w Wielkiej Brytanii, nikt inny tego nie zrobi. Naszą siłą zawsze była wiara, solidarność i wspólnota – tego musimy się trzymać, aby język polski i polskość przetrwały w sercach następnych pokoleń.
Źródło jednak bije w rodzinie.
Dwujęzyczność to ogromny dar, który rodzice mogą a wręcz są zobowiązani dzieciom ofiarować. Jestem mamą trójki wspaniałych dzieci – dwóch synów i córki. Dwujęzyczność od początku była w naszym domu czymś naturalnym. Najstarszy syn, dzięki temu że mówi płynnie po polsku, dostał się do jednej z najbardziej prestiżowych szkół lotniczych LAW w Dęblinie. Choć z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować ze ścieżki pilotażu, dziś studiuje architekturę na John Moore University w Liverpoolu. Język polski nie tylko otworzył mu nowe możliwości edukacyjne, ale także pomógł zachować tożsamość i silne więzi z ojczyzną. Dwujęzyczność daje dzieciom odwagę, szerokie horyzonty i poczucie zakorzenienia.
A nauczanie języka polskiego, to nie tylko przywilej, ale i obowiązek wobec naszych przodków, którzy za ten język płacili najwyższą cenę. Dwujęzyczność wzmacnia rozwój intelektualny dziecka, ułatwia naukę kolejnych języków, a przede wszystkim buduje poczucie tożsamości. Dziecko, które zna swoje korzenie, jest silniejsze, pewniejsze siebie i lepiej radzi sobie w świecie. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że drugi język przeszkadza – przeciwnie, to skarb, który procentuje przez całe życie.
Taką drogę pokazywałaś rodzicom, edukującym dzieci w polskiej szkole. Mimo misji, nie było to łatwe.
Polskie szkoły to nie tylko miejsce nauki – to przestrzeń, w której dzieci mogą spotkać się z wiarą, kulturą i językiem ojczystym. Jeśli zabraknie nam odwagi i solidarności, by je wspierać, stracimy coś bezcennego. Prowadzenie polskich szkół w Wielkiej Brytanii to ogromne wyzwanie. Z własnego doświadczenia wiem, że najpiękniejsze projekty często upadają przez brak wsparcia finansowego i merytorycznego lub duchowego. Brakuje jasnych wytycznych, jak powinna wyglądać szkoła sobotnia, a odpowiedzialność spoczywa na barkach pojedynczych osób. Niestety zdarza się, że zamiast współpracy pojawia się zawiść czy podziały. A przecież powinniśmy działać razem – dla dobra dzieci. My, jako PISC, przez pewien czas prowadziliśmy polską szkołę i była to czysta przyjemność. Jednak kiedy przyszło do przedstawienia rachunków, odpowiedzialności i zakresu obowiązków – nikt nie chciał tego wziąć na siebie. Ja wówczas byłam w ciąży z moją córeczką i był to trudny dla mnie czas. Dlatego po kilku latach postanowiłam ją zamknąć. Zniechęcał współpracowników brak wsparcia finansowego i merytorycznego ze strony instytucji polskich, a także brak jasnych szablonów, jak powinna wyglądać prawdziwa szkoła, zniechęca wielu ludzi do działania.
Są też aspekty ludzkie. W naszej szkole ks. Piotr odmówił prowadzenia lekcji religii, twierdząc, że katechezy powinny odbywać się tylko na plebanii. Nie wziął pod uwagę aspektów międzykulturowych – tego, że w wielu rodzinach międzynarodowych to właśnie polska szkoła była jedynym miejscem, gdzie dziecko mogło usłyszeć o Bogu i wierze po polsku. Zamiast kierować się Ewangelią i kapłańską przysięgą, oparł się na ludzkich plotkach i tzw. „śmieciowych wartościach”. Jego decyzja mocno odbiła się na mnie osobiście, bo rodzice pytali: „Co Pani zrobiła księdzu, że nie chce prowadzić religii?” A ja wiedziałam, że problem nie leżał w nas – tylko w tym, że ksiądz nie akceptował ilości pomocy, jaką PISC niosło międzynarodowej społeczności. Wybrał drogę łatwą, a nie mądrą.
Bariery związane z zarzadzaniem wpisane są w codzienność szkoły. Tylko z nazwy jest sobotnia…
Kolejnym wyzwaniem są oczekiwania wobec nauczycieli. W większości szkół sobotnich wynagrodzenie jest podstawowe, często symboliczne, a oczekiwania – bardzo wysokie. Tymczasem cała odpowiedzialność organizacyjna i finansowa spoczywa na dyrekcji i społecznikach. Znam też przykłady z innych miast. W Liverpoolu dr Andrzej Olechowski zbudował wspaniały system nauczania, to on jest ojcem najstarszej polskiej szkoły w Liverpoolu wraz ze swoją żoną zbudowali i wykształcili tysiące Polaków, niestety zazdrość i podłość ludzka spowodowało to że już nie prowadzą szkoły którą założyli. Dziś dr Andre Olechowski prowadzi ponad 60 szkół międzynarodowych, ale nie chce mieć nic wspólnego z Polonią, właśnie przez doświadczenia z polską zawiścią .Jego małżonka, prowadzi indywidualne przygotowania dla uczniów z zakresu A level - egzaminy. A przecież to człowiek ogromnej wiedzy, dr uniwersytecki, który mógłby być wielkim wsparciem dla polskich szkół. Niestety, zamiast współpracy, spotkał się z złośliwością i nieżyczliwością. Nigdy nie oznaczony ani nie zauważony przez reprezentantów Rządu Polskiego na Obczyźnie za które odpowiedzialność ponoszą konsulaty.
Od kilku lat szkoły mogą brać udział w konkursach i otrzymywać wsparcie z Polski
Z przykrością muszę stwierdzić, że wsparcie konsularne, którego doświadczamy ze strony Konsulatu RP w Manchesterze, ogranicza się do absolutnego minimum. Oczekiwalibyśmy realnego zaangażowania w życie Polonii w Wielkiej Brytanii, tymczasem nasza społeczność często czuje się pomijana i ignorowana. Dobitnym przykładem były ostatnie wybory prezydenckie we Wrexham. Zostały one zorganizowane w taki sposób, że wielu Polaków – szczególnie osoby starsze oraz osoby z niepełnosprawnościami – nie miało możliwości wzięcia w nich udziału. Lokale wyborcze znajdowały się daleko od naszego centrum, a transport dla najbardziej potrzebujących nie został w żaden sposób ułatwiony.
Co więcej, Polacy zwracali uwagę na brak poszanowania dla naszych narodowych symboli – m.in. pytano, gdzie jest polska flaga. Takie drobne, a jednocześnie fundamentalne kwestie, są odbierane przez społeczność bardzo boleśnie, bo to właśnie symbole jednoczą nas jako naród i przypominają, kim jesteśmy, niezależnie od tego, w jakim kraju żyjemy. Dodatkowo liczne e-maile i pytania kierowane do konsulatu pozostają bez odpowiedzi, co budzi poczucie ignorancji i braku szacunku wobec polskiej diaspory. Pomoc konsularna powinna oznaczać prawdziwe wsparcie Polaków za granicą, a nie tylko spełnianie podstawowych, urzędowych obowiązków. To my, Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, płacimy podatki i mamy prawo oczekiwać, że instytucje państwowe będą z nami w stałym, otwartym dialogu i będą działały dla dobra wspólnoty narodowej.
Polonia potrafi jednak zjednoczyć się i stanąć ramię w ramię. Dekadę temu broniliśmy zachowania polskiej matury na rynku brytyjskim…
To była wielka mobilizacja, świadectwo jedności Polaków na emigracji. Dzięki wspólnemu wysiłkowi udało się uratować egzaminy. Niestety dziś widzę, że ta świadomość wśród rodziców i młodzieży jest mniejsza. Brakuje instytucji, które wspierałyby szkoły i promowały wartość tych egzaminów. A przecież to one otwierają drzwi do najlepszych uczelni i pomagają dzieciom budować przyszłość w Wielkiej Brytanii, nie tracąc więzi z Polską. To, co robi Edukator, jest niezwykle cenne i unikalne. Widać w tym ducha patriotyzmu, prawdziwe zaangażowanie i oddanie sprawie. Niestety, problemem jest skala – wasze działania powinny być wsparte znacznie większymi funduszami, by mogły dotrzeć do każdej polskiej rodziny w Wielkiej Brytanii. Wierzę, że taka kampania powinna stać się projektem strategicznym, wspieranym przez państwo polskie i Kościół. To właśnie przez język, kulturę i wiarę budujemy mosty dla przyszłych pokoleń. W świecie pełnym niepewności potrzebujemy pewności, że polska tożsamość i wartości przetrwają w sercach naszych dzieci. Obecny prezydent dał się poznać Polakom na wyspach dzięki Wam, to właśnie wy jesteście bramą patriotyzmu.
Kampania Edukatora promująca język polski i egzaminy językowe na poziomie GCSE i A-level ma na celu między innymi podkreślanie wartości i zalet na przyszłość, jako inwestycji, docieranie do szkół, nauczycieli, ale także do rodziców…
Moim zdaniem wiedza rodziców o egzaminach jest szczątkowa. Nie mamy wystarczających „kolebek kultury”, które by promieniowały patriotyzmem i przekazywały rzetelne informacje. Polska szkoła powinna być takim miejscem – latarnią dla rodzin. Uważam też, że szkoły brytyjskie powinny bardziej wspierać promocję egzaminów z języka polskiego, bo to właśnie w nich dzieci spędzają większość swojego czasu.
I wraz z wizytą Prezydenta RP – Karola Nawrockiego w Wielkiej Brytanii pojawił się temat wprowadzenia języka polskiego jak przedmiotu do szkół brytyjskich. Język ma szansę stać się widoczny na arenie międzynarodowej, wzrośnie jego ranga. Czy gdyby tak się stało, polskie szkoły mogą czuć się, że stoi przed nimi wyzwanie?
Tak – wprowadzenie języka polskiego jako przedmiotu do szkół brytyjskich byłoby momentem historycznym i ogromną szansą dla jednej z największych społeczności narodowych na Wyspach. Podniosłoby rangę języka na arenie międzynarodowej, wzmocniło tożsamość młodego pokolenia i doceniło wkład Polaków w rozwój brytyjskiego społeczeństwa. Dla polskich szkół byłoby to jednocześnie wyróżnienie i wyzwanie – aby ich wieloletnia praca społeczna i edukacyjna stała się fundamentem systemowych rozwiązań. Warto też podkreślić rolę osób, które z dumą reprezentują Polskę poza naszą narodowością, jak prof. Keshav Singhal – Konsul Honorowy RP w Cardiff, budujący mosty między narodami i promujący dobre imię Polaków na świecie.
Z perspektywy PISC – największej organizacji polonijnej w Walii – byłoby to naturalne potwierdzenie sensu wieloletniej pracy u podstaw, mimo że nasza organizacja została pominięta w zaproszeniach na spotkanie z Prezydentem RP, co uznajemy za trudne do zrozumienia wobec realnego dorobku i pracy z tysiącami rodzin. Jednocześnie wspieramy wszystkie inicjatywy wzmacniające edukację polonijną, w tym kampanię „Dołącz do elity! Zdaj Polish A-level”. Wierzymy, że rozwój języka polskiego w brytyjskich szkołach będzie wspólnym sukcesem rodzin, nauczycieli, społeczników oraz wszystkich przyjaciół Polski, którzy budują jej prestiż na świecie.