„Last Christmas”, utwór, który kocha się albo… nie znosi
Jest taki utwór, który co roku wraca jak bumerang i natychmiast dzieli słuchaczy na dwa obozy. To nie tylko świąteczny hit, ale prawdziwy fenomen popkultury. Jak powstawał ten utwór, dlaczego nagrano go latem i czemu na szczyt list przebojów trafił dopiero po wielu latach.
„Last Christmas” George’a Michaela i zespołu Wham! to jeden z najbardziej rozpoznawalnych świątecznych hitów wszech czasów. Od premiery w grudniu 1984 roku utwór nieprzerwanie wraca na listy przebojów, rozbrzmiewając w radiu, centrach handlowych i na prywatnych playlistach. Jednak nie każdy słuchacz podziela zachwyt nad tym klasykiem. Dla niektórych stał się symbolem muzycznego przesytu.
Geneza i powstanie utworu
Choć dziś „Last Christmas” kojarzy się z zimową aurą, utwór powstał latem 1984 roku. George Michael napisał i wyprodukował go praktycznie w całości sam – nagrał wokale i większość instrumentów. Inspiracją do napisania piosenki była osobista historia Michaela związana z miłością i zawodami sercowymi, co nadało utworowi charakterystyczny emocjonalny wydźwięk. Święta pełnią tu raczej tło dla opowieści o złamanym sercu, a nie są głównym tematem piosenki.
Singiel został wydany jako część działalności zespołu Wham!, ale nie zdobył od razu szczytu list przebojów w Wielkiej Brytanii. W tym samym czasie królował hit charytatywny „Do They Know It’s Christmas?” w wykonaniu Band Aid, który zdominował świąteczne zestawienia. Dopiero po wielu latach, w 2021 roku, „Last Christmas” zdobyło upragnione 1. miejsce brytyjskiej listy singli, 37 lat po premierze, co świadczy o jego nieśmiertelnej popularności.
Dlaczego ludzie kochają „Last Christmas”
Dla wielu osób „Last Christmas” to przede wszystkim nostalgia. Kojarzy się z dzieciństwem lub młodością, pierwszymi kasetami magnetofonowymi i świąteczną atmosferą sprzed ery streamingu. Dźwięk lat 80. w połączeniu z syntezatorową melodią przywołuje wspomnienia o świętach spędzanych w gronie rodziny i przyjaciół.
Jednym z powodów, dla których utwór jest tak uwielbiany, jest jego emocjonalna szczerość. To nie jest cukierkowa piosenka świąteczna – opowiada o złamanym sercu, żalu i nadziei, a Boże Narodzenie jest tylko tłem dla tej historii. Chwytliwa melodia, charakterystyczny syntezatorowy motyw i minimalistyczna produkcja sprawiają, że utwór natychmiast wpada w ucho i zostaje w pamięci na długo.
Dlaczego inni go nie znoszą
Nie brakuje jednak osób, które „Last Christmas” zwyczajnie irytuje. Przyczyną jest przede wszystkim przesyt, w grudniu utwór grany jest wszędzie: w radiu, sklepach, galeriach handlowych i reklamach. Prosty i powtarzalny tekst, szczególnie refren „Last Christmas I gave you my heart…”, może nużyć przy wielokrotnym słuchaniu. Dla niektórych piosenka staje się wręcz symbolem „świątecznego obowiązku” czegoś, czego nie da się uniknąć, nawet jeśli nie przypadła nam do gustu. Dodatkowo, melodyjność utworu sprawia, że działa jak klasyczny „earworm” i zostaje w głowie na długie godziny.
Polaryzacja emocji i fenomen kulturowy
Ta polaryzacja sprawia, że „Last Christmas” jest utworem wyjątkowym – kocha się go albo… nie znosi. Jednocześnie jego wpływ na popkulturę jest niekwestionowany. Od ponad 40 lat wraca na listy przebojów, inspiruje kolejne pokolenia artystów do nagrywania coverów i zyskuje nowych fanów na całym świecie. Klip do piosenki, rozgrywający się w zimowym kurorcie narciarskim, do dziś jest symbolem lat 80., a sam utwór stał się nieodłącznym elementem atmosfery świąt w popkulturze.
Bez względu na to, po której stronie emocjonalnej barykady stoisz, jedno jest pewne – „Last Christmas” to muzyczna ikona, która wciąż definiuje święta dla milionów słuchaczy na całym świecie.