Dlaczego 30°C w Wielkiej Brytanii potrafi wykończyć bardziej niż 35°C w Hiszpanii?

Dlaczego 30°C w Wielkiej Brytanii potrafi wykończyć bardziej niż 35°C w Hiszpanii?
30 Czerwiec 2026 Sylwia Wityńska

Dlaczego 30°C w Wielkiej Brytanii potrafi wykończyć bardziej niż 35°C na wakacjach? Odpowiedź kryje się w tym, jak nasze ciało reaguje na brytyjski klimat.


W Wielkiej Brytanii ostatnie tygodnie panowały temperatury, które wielu mieszkańców określało jednym słowem: nie do zniesienia.
Dla osób przyjeżdżających np. z Hiszpanii, Grecji czy nawet Polski może wydawać się to niezrozumiałe. Jak to możliwe, że 30°C w Anglii potrafi dosłownie odebrać siły, skoro wcześniej bez większego problemu wytrzymywaliśmy 35°C na południu Europy?
Odpowiedź jest prosta: termometr nie mówi całej prawdy.


Meteorolodzy od lat posługują się pojęciem „temperatury odczuwalnej” (ang. feels like temperature). To wskaźnik pokazujący, jaką temperaturę rzeczywiście odczuwa ludzkie ciało po uwzględnieniu takich czynników jak wilgotność powietrza, wiatr czy nasłonecznienie.
Dlatego dwa miejsca mogą mieć identyczne 30°C, a mimo to jedno będzie względnie komfortowe, podczas gdy drugie stanie się prawdziwym testem wytrzymałości organizmu.

I właśnie tutaj zaczyna się historia brytyjskich upałów.

Wielka Brytania to wyspa. A wilgoć jest największym wrogiem podczas upału

Wielka Brytania przez cały rok znajduje się pod silnym wpływem Oceanu Atlantyckiego. Napływające znad oceanu masy powietrza są wilgotne, co sprawia, że poziom wilgotności jest zazwyczaj wyższy niż w wielu regionach kontynentalnej Europy.

Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to problemem. Dopóki nie zrozumiemy, w jaki sposób nasze ciało się chłodzi.
Organizm człowieka wykorzystuje pot jako naturalny system klimatyzacji. Jednak sam pot nie chłodzi. Chłodzenie następuje dopiero wtedy, gdy pot odparowuje ze skóry.

W suchym powietrzu proces ten przebiega bardzo szybko. Dlatego podczas 35°C w Hiszpanii czy Grecji człowiek oczywiście odczuwa gorąco, ale organizm nadal jest w stanie skutecznie regulować swoją temperaturę.

W Wielkiej Brytanii sytuacja wygląda inaczej. Powietrze jest już nasycone wilgocią, więc pot paruje znacznie wolniej. Zamiast odprowadzać ciepło, pozostaje na skórze jak mokra warstwa. Efekt jest taki, że organizm traci możliwość efektywnego chłodzenia. To właśnie dlatego brytyjskie 30°C może być odczuwane jak znacznie wyższa temperatura w suchym klimacie południowej Europy.

Człowiek nie tylko się poci. On dosłownie się przegrzewa

Gdy pot nie może skutecznie odparować, temperatura wewnętrzna organizmu zaczyna rosnąć. Pojawia się uczucie ciężkości, osłabienie, zawroty głowy, problemy z koncentracją i szybkie zmęczenie. Wiele osób opisuje brytyjskie upały jako „duszne” lub „przytłaczające”. To nie jest przesada. To fizjologia.

Przy wysokiej wilgotności organizm wykonuje znacznie większą pracę, aby utrzymać bezpieczną temperaturę ciała. W efekcie nawet zwykły spacer czy podróż komunikacją miejską mogą powodować wyczerpanie porównywalne z intensywnym wysiłkiem fizycznym.

Problem nie kończy się po zachodzie słońca

Jednym z największych problemów podczas brytyjskich fal upałów są tak zwane tropikalne noce. W teorii noc powinna przynosić ulgę i pozwalać organizmowi na regenerację. W praktyce podczas upałów wilgotność pozostaje wysoka, a temperatura często nie spada wystarczająco mocno.
Skutki są odczuwalne już następnego dnia. Organizm nie odpoczywa, sen jest płytki i przerywany, a poziom zmęczenia stale rośnie. Po kilku kolejnych gorących nocach nawet osoby dobrze tolerujące wysokie temperatury zaczynają odczuwać skutki przegrzania.

Brytyjskie domy zostały stworzone do walki z zimnem, nie z upałem

Drugim powodem, dla którego upały są na Wyspach tak trudne do zniesienia, jest infrastruktura. Przez większość roku Wielka Brytania zmaga się z chłodem, deszczem i silnym wiatrem. Nic więc dziwnego, że budynki projektowano przede wszystkim po to, aby zatrzymywać ciepło.
Grube mury, izolacja termiczna, stosunkowo niewielkie okna oraz konstrukcje ograniczające utratę energii sprawdzają się zimą. Problem pojawia się latem.
Podczas fali upałów budynki nagrzewają się przez cały dzień, a następnie oddają zgromadzone ciepło przez wiele godzin. W rezultacie wiele mieszkań i domów zamienia się wieczorem w ogromne termosy.
Temperatura na piętrze często pozostaje wysoka przez całą noc, nawet gdy na zewnątrz robi się chłodniej.

Klimatyzacja? Wciąż nie jest standardem

W krajach takich jak Hiszpania, Grecja czy południowe Włochy klimatyzacja jest czymś oczywistym. Znajdziemy ją w hotelach, restauracjach, sklepach, biurach, środkach transportu i mieszkaniach. W Wielkiej Brytanii przez dziesięciolecia była uznawana za zbędny luksus. Klimat po prostu nie wymagał jej stosowania przez większą część roku.
Dziś sytuacja się zmienia, ale większość domów nadal nie posiada klimatyzacji. W efekcie mieszkańcy często nie mają gdzie uciec przed upałem, nawet po powrocie do własnego domu.

Dlaczego pociągi i szkoły mają problemy podczas upałów?

Każda fala gorąca wywołuje dyskusje o zamkniętych szkołach i opóźnionych pociągach. Dla osób z Europy kontynentalnej bywa to zaskakujące.
W rzeczywistości brytyjska infrastruktura była projektowana dla znacznie łagodniejszego klimatu. Tory kolejowe, budynki publiczne czy starsze szkoły nie były przygotowywane na regularne temperatury przekraczające 30°C.

Gdy szyny rozgrzewają się do bardzo wysokich temperatur, mogą się odkształcać. Z kolei klasy pozbawione klimatyzacji szybko osiągają poziomy temperatury, które stwarzają realne zagrożenie dla zdrowia dzieci i pracowników.
To nie kwestia przesady, lecz dostosowania infrastruktury do warunków, które jeszcze kilkanaście lat temu były na Wyspach rzadkością.

Brytyjskie 30°C i hiszpańskie 35°C to nie to samo

Porównywanie samych temperatur jest błędem. O tym, jak znosimy upał, decydują przede wszystkim wilgotność powietrza, możliwość schładzania organizmu, temperatura nocą oraz warunki, w których mieszkamy i pracujemy.

Dlatego wiele osób wracających z Hiszpanii czy Grecji mówi dokładnie to samo: przy 35+°C na południu Europy funkcjonowali całkiem normalnie, a przy 28–30°C w Wielkiej Brytanii czują się całkowicie wyczerpani.

I wcale nie jest to kwestia wyobraźni.

To po prostu nauka.