30. rocznica śmierci Krzysztofa Kieślowskiego

30. rocznica śmierci Krzysztofa Kieślowskiego
13 Marzec 2026 Małgorzata Bugaj-Martynowska

Z cyklu PIÓREM EDUKATORA 2026. Dołącz do elity! Zdaj Polish A-level. Trzecia edycja 2026.


Przyjaciele odwrócili się od niego

- Nie byliśmy bogaci. Mieszkaliśmy w takich blokach, jak bohaterowie „Dekalogu”. Tato marzył, aby zamieszkać na wsi, bo mieliśmy taki mazurski domeczek, który kupili rodzice, jak miałam trzy lata. Po „Podwójnym życiu Weroniki” (film powstał w 1991 roku – przyp. red.), kiedy wreszcie zarobił jakieś pieniądze, zrobił w tym domu remont, unowocześnił go, by możliwe było zamieszkanie w nim zimą. Umarzył sobie, że przestanie pracować, robić filmy i założy szkołę montażu. Montaż uważał za ciekawy proces powstawania filmu i sądził, że też powinnam zostać montażystką. Chciał to robić na starość, siedząc w tym domku z psem i montując filmy – wspominała Marta Hryniak, scenarzystka, prywatnie córka Krzysztofa Kieślowskiego, podczas spotkania z przyszłymi maturzystami Polskiej Szkoły Przedmiotów Ojczystych im. Heleny Modrzejewskiej w Londynie.

Krzysztof Kieślowski nie zdążył zrealizować marzenia o przeprowadzce na Mazury i wielu innych planów. Odszedł przedwcześnie, pozostawił bogaty przekaz w swojej kinematografii. Zawarł w niej uniwersalne wartości, jako ważną lekcję dla przyszłych pokoleń. Chociażby jego Witek Długosz jest przecież obecny również we współczesnym świecie, a bohaterowie „Dekalogu” skupiają się na poszukiwaniu życiowego sensu i uniwersalnych dylematach moralnych, jakże aktualnych również po blisko czterdziestu latach od powstania cyklu. Jego jedyna córka Marta, w chwili śmierci ojca miała 24 lata. Przechowuje po nim wspomnienia, pamiątki i chętnie mówi o wyjątkowym człowieku i czasach, w których powstawała jego sztuka filmowa.


Martwy kot w lodówce

13 marca br. mija 30. rocznica śmierci tego wybitnego dokumentalisty, reżysera i scenarzysty, przedstawiciela nurtu kina moralnego niepokoju, twórcy „Przypadku”, „Dekalogu”, „Amatora”, „Blizny”, „Personelu”, „Bez końca”, „Trzech kolorów”, Krótkiego filmu o miłości”, „Krótkiego filmu o zabijaniu” i wspomnianego „Podwójnego życia Weroniki”, aby wymienić chociaż kilka tytułów z jego kinematografii i przybliżyć przyszłym maturzystom języka polskiego w Wielkiej Brytanii sylwetkę artysty, którego opowieść o trzech wersjach życiorysu filmowego bohatera – Witka Długosza, najpierw kilka lat leżakowała na półkach stając się ością w gardle komunistycznej cenzury, aż wreszcie stała się międzynarodowym dziełem i od 2020 roku obowiązkowym filmem podczas egzaminu Polish A-level na Wyspach Brytyjskich.

-Nie rozumiałam filmów ojca, długo nie miałam świadomości, czym on się zajmuje. Myślałam, że mama jest modelką, a tato aktorem, bo nasz dom był ciekawy, wyjątkowy – mówiła Hryniak, dodając, że Kieślowski był obecnym i nowoczesnym ojcem, który wymyślał dla niej ćwiczenia z matematyki, uczył ją angielskiego, spędzał z córką dużo czasu, codziennie kazał jej pisać około dziesięciu zdań na temat wybranego przedmiotu, np. zapałki, co nauczyło ją posługiwania się słowem pisanym z sensem i przyczyniło się do tego, że dobrze radziła sobie ze szkolnymi wypracowaniami. Latem organizował miesięczne olimpiady sportowe połączone z wieloma konkurencjami. O tym, że jest reżyserem córka dowiedziała się w nietypowych okolicznościach, w których główną rolę odegrał kot. Zweryfikowała to zdarzenie na dużym ekranie. – Pewnego wieczoru przyniósł do domu martwego kota i umieścił go w lodówce. Był mu potrzebny, jako rekwizyt do „Dekalogu”. Rano otwierając lodówkę, ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam w niej czarnego kota. Wówczas wytłumaczył mi, czemu będzie on służył i na czym polega praca reżysera – kontynuowała córka Kieślowskiego.


Wrażliwy, niezrozumiany

Kieślowski przez wiele lat był związany ze środowiskami opozycyjnymi w Polsce. Mimo, że krajem rządzili komuniści i większość ludzi nie była zadowolona z takiego stanu rzeczy, wówczas również widoczne były społeczne podziały. Córka zgodziła się z tym, że jej ojciec był prześladowany, nękany, a ona z powodu jego pracy miała kłopoty i przykrości w szkole. Jej zdaniem poczucie obowiązku odpowiedzialności ojca za wszystko i wszystkich dookoła kumulowało w nim stres i przyczyniło się do choroby serca, jednak mimo tego, że jako reżyser odpowiadał za całą ekipę, miał przede wszystkim poczucie pracy nie dla zysku, tylko stworzenie filmu przeciwstawiającego się systemowi ze wskazaniem na ważne cele. Takim dziełem był „Przypadek” (powstał w 1981 roku, zatrzymany przez cenzurę do 1987 roku – przyp. red.), którego bohater bez względu na okoliczności i sytuację, w jakiej się znalazł zawsze okazuje się być dobrym człowiekiem. Długosz stał się bohaterem, którego konstrukcja na tamte czasy była wyjątkowo trudna do stworzenia. W jednej z wersji swojego życiorysu sprzyja komunistom, w drugiej jest opozycjonistą, a w trzeciej stara się funkcjonować bez opowiadania się po jakiejkolwiek stronie. Mimo poglądów, w każdym z wariantów wspólnym mianownikiem jest jego postawa wobec świata i ludzi, zawsze taka sama – jest dobrym, pozytywnym człowiekiem, pomocnym, wrażliwym i czułym na krzywdę innych. – To była trudna koncepcja. Kiedy powstawał „Przypadek” ludzie w Polsce byli podzieleni, tak mocno, jak teraz np. przed wyborami w kraju. Wszyscy, którzy pracowali przy tym filmie, na czele z moim ojcem, należeli do opozycji. Natomiast, kiedy tato nakręcił obraz i powstał ten bohater, w którego wcielił się Bogusław Linda, dla publiczności oznaczało, że tato wycofuje się z tej opozycji w jakiś sposób. Stracił wówczas przyjaciół, wielu bliskich ludzi się od niego odwróciło. Uważali, że w kinie trzeba pokazywać postacie albo białe - dobre albo czarne - złe. Jego pomysł odebrali zupełnie inaczej, nie zrozumieli koncepcji, a tato poprzez tego bohatera chciał pokazać, że każdy człowiek niezależnie od poglądów może być porządnym człowiekiem. Dla ludzi z jego otoczenia nie było to jednak takie oczywiste. Inaczej postrzegali rzeczywistość, uważali, że wszyscy u władzy są źli, a u przy opozycji dobrzy. Reakcja na „Przypadek” najbardziej go rozczarowała, był niezrozumiany i na dodatek to się zbiegło ze śmiercią mojej babci, a jego mamy, z którą był bardzo związany i która zginęła w wypadku samochodowym. Dodatkowo był stan wojenny, szara ponura rzeczywistość. Ten ciężki okres spowodował, że otrzymał wtedy dużo ciosów w życiu – opowiadała córka reżysera, dodając, że nieprzychylne reakcje na „Przypadek” były odpowiedzią na brak akceptacji na zamierzenia Kieślowskiego, którego celem było pokazanie, że w każdej społeczności mogą być ludzie porządni. - Ten rodzaj bohatera jest mi do dzisiaj bardzo bliski, ponieważ w Polsce nadal jesteśmy podzieleni. Postać Witka jest aktualna we współczesnym świecie. Ludzie wzajemnie obrzucają się błotem, tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy, co nie powinno mieć miejsca. Sama również wierzę w przypadki – kontynuowała scenarzystka.

W rezultacie „Przypadek” nie trafił do kin, najpierw na kilka lat zatrzymała go cenzura, ale z czasem otworzył Kieślowskiemu drzwi do kariery międzynarodowej. Spodobał się dyrektorowi Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes, co dało początek zaproszeń do współpracy.


W roli pajaca…

Odwilż i zmiany, jakie przyniósł rok 1989 w Polsce, okazały się także szansą dla Kieślowskiego Mógł robić filmy zagraniczne, jego twórczość została doceniona na świecie. Wyjechał do Francji, odniósł sukcesy „Podwójnym życiem Weroniki” i Trylogią: „Biały”, „Czerwony”, Niebieski”. – Tato wyjechał do Paryża, ale do końca życia nie mówił po francusku, chociaż przez jakiś czas uczył się języka. „Podwójne życie Weroniki” było dla niego nowym, ekscytującym filmem. Cieszył się z sukcesu. W tym filmie w jakimś stopniu również miałam swój udział. Byłam wówczas w trzeciej klasie liceum. Oglądaliśmy razem zdjęcia 20-30 aktorek do tej roli, a przy przymiarce kostiumów jedna z kandydatek grała w moich ubraniach. Potem przywiozła mi swoje z Francji. Miałam w tym przedsięwzięciu swój mały udział – relacjonowała Hryniak, przyznając, że mimo wielkiego sukcesu, jaki jej ojciec odniósł jako reżyser i scenarzysta, dla niej nie był nigdy inspiracją. Bała się, że bez względu wybór swojego zawodu zawsze będzie oceniana przez pryzmat sławnego Kieślowskiego i porównywana z jego kunsztem. Starła się wymknąć tym stereotypom na tyle, na ile było to możliwe, zachowując jego obraz jako wzór człowieka, dla którego ważne były relacje i więzi, uwaga skupiana podczas rozmowy, spojrzenie w oczy, przenikliwy wzrok i przekonanie, że należy być uważnym na ludzi. – Był wzorem, z którym się nie ścigam. Przechowuje o nim setki wspomnień. Pamiętam, jak już mieszkałam we Francji, a tato z mama w Polsce i przyleciałam do rodziców. Przytuliłam się do taty na lotnisku, jego zapach, miękkość czarnego swetra dawały mi poczucie bezpieczeństwa. Jakiś czas temu, w domu na Mazurach znalazłyśmy płaszcz ojca. Teraz nosi go moja córka. Przy płaszczu była czapka z truskawkami. Przechowujemy listy od niego, ale dużo pamiątek przekazujemy do Sokołowska, do powstającego tam Archiwum Kieślowskiego. Oprócz jego roweru, nart, najcenniejsze są dla mnie jego okulary. Jak się bierze je do ręki, to ma się wrażenie, że ten człowiek staje nam przed oczami. Mój tato, który bywał również cyniczny, złośliwy, bardzo dowcipy, a z drugiej strony niechętny do rozmów, ten, który okropnie śpiewał i tańczył, nawet na ulicy, lubił robić z siebie pajaca - podsumowała córka, spadkobierca pamięci po Kieślowskim, wdowa po reżyserze Janie Hryniaku, ale to już temat na inne wspomnienie. Wnikliwość Kieślowskiego w dusze innych, niecodzienna wrażliwość, empatia i uwaga są obecne w jego realistycznej twórczości, która rodziła się w czasach, kiedy nie istniała wolność słowa, a dylematy etyczne jednostek dla komunistycznej władzy nie miały żadnego znaczenia. Zderzenia z cynizmem, biurokracją, konieczność ulegania kompromisom, życie w PRL-u, przemoc, nękania, prześladowania, były codziennym chlebem w świecie, który współczesnej młodzieży może jawić się jako abstrakcja.